W tym roku Międzynarodowy Festiwal Moniuszkowski w dniach 26–28 sierpnia w Kudowie-Zdroju odbył się już po raz 59.! Nie tak dawno obchodziliśmy 200. lecie urodzin Stanisława Moniuszki, a już w przyszłym roku czeka nas 150. rocznica śmierci kompozytora i 60. Jubileuszowy Festiwal. Miejmy nadzieję, że będzie to wyjątkowe wydarzenie, ale zanim to nastąpi wróćmy do minionej edycji festiwalowej.

Pierwszy dzień Festiwalu rozpoczął się bardzo pechowo. Po prostu cały dzień padał deszcz i jedynym plenerowym wydarzeniem jakie było planowane podczas całego tegorocznego Festiwalu, nie licząc tradycyjnego Korowodu Moniuszkowskiego, był spektakl Strasznego dworu mający się odbyć w Teatrze Pod Blachą. Dodatkowo zespół Opery Śląskiej, który miał zaprezentować wieczorny spektakl stanął w korku między Dusznikami-Zdrój a Kudową-Zdrój z powodu wypadku na ponad dwie godziny i wystąpił praktycznie bez próby.  Ale jak !!!. Dawno już nie słyszałem tak świetnie zaśpiewanego Strasznego dworu.

Nie wiem co było tego powodem, czy przemoczone kostiumy, czy odreagowanie na bezsilność jaką odczuwali artyści podczas oczekiwania na możliwość dojazdu do Kudowy-Zdrój, czy może publiczność, która bardzo gorąco powitała muzyków i artystów Opery Śląskiej. Pomimo tego, że deszcz przestał padać kilkanaście minut przed planowanym rozpoczęciem spektaklu, a przenikliwe zimno bardzo dokuczało, to Teatr Pod Blachą był wypełniony po brzegi melomanami. Zaprezentowany Straszny dwór był wersją półsceniczną opartą na inscenizacji i reżyserii Wiesława Ochmana.

W tym wydarzeniu wystąpili: Gabriela Gołaszewska – Hanna, Anna Borucka (laureatka I nagrody Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Andrzeja Hiolskiego w Kudowie-Zdroju w roku 2014!) – Jadwiga, Dominik Sutowicz – Stefan, Zbigniew Wunsch – Zbigniew, Stanisław Kuflyuk – Miecznik, Joanna Kściuczyk-Jędrusik – Cześnikowa, Adam Sobierajski – Damazy, Stanisław Duda – Maciej, Bogdan Kurowski – Skołuba, Piotr Rachocki, Grześ, Jolanta Wyszkowska –  Stara Niewiasta i Iwona Noszczyk – Marta.

Chyba nigdy wcześniej nie słyszałem w Teatrze Pod Blachą takich braw i owacji jakimi nagrodziła kudowska publiczność ten spektakl Opery Śląskiej. W tym samym dniu, tradycyjnie z balkonu Teatru Zdrojowego o godz. 12. zabrzmiał Hejnał Festiwalowy, zaraz potem wysłuchaliśmy recitalu wokalnego z sąsiedniego balkonu Sanatorium „Polonia” w wykonaniu Tomasza Tracza z akompaniamentem Mirosława Gąsieńca.

W Pijalni – Sali Koncertowej miał też miejsce wernisaż wystawy Światowy wymiar dzieł Moniuszki Adama Czopka, dziennikarza, publicysty muzycznego, autora wielu wystaw i publikacji książkowych. Również w Teatrze Zdrojowym wysłuchaliśmy prelekcji o muzyce i poezji Wojciecha Krala i koncertu Pawła Jakuba Wojtasiewicza z towarzyszeniem Doroty Maciaszczyk w popołudniowym wydarzeniu „Moniuszko i poeci jego pieśni”.

Drugi dzień festiwalowy rozpoczął się w Pijalni – Sali Koncertowej od wykładu prof. Małgorzaty Komorowskiej „Patron pańszczyźnianych chlopów i przodowników pracy – czyli opery Moniuszki na scenach PRL”. „W nowych, ustalonych w Jałcie granicach Polski, aż w czterech zniszczonych wojną miastach, wystawiono w roku 1945 opery Moniuszki. W Krakowie (Verbum nobileHrabina) i Warszawie (Verbum nobile) było to spontaniczne, w Katowicach i Wrocławiu (Halka) – polityczne.

Powołana w Krakowie pół-profesjonalna Opera Polskich Rzek spłynęła na barkach z przedstawieniem Flisa Wisłą (1947), później Odrą (1948) dając po drodze dziesiątki spektakli. Tenor Stanisław Drabik, założył Operę Robotniczą i zrealizował z amatorami we Wrocławiu Flisa (1947-1948), a w Krakowie Halkę (1954-1956). Angażował do tych przedstawień ludzi rozmaitych zawodów i z różnych zakładów pracy. Wspomagali ich muzycy profesjonalni. Narzucony socrealizm miał krzewić kulturę wśród mas robotników i chłopów i marksistowską teorię walki klas.

W ten sposób Moniuszko stał się patronem pańszczyźnianych chłopów (Jontek w Halce) i przodowników pracy (Franek w Flisie). Socrealistyczne interpretacje Halki, a także Hrabiny, stworzył na scenie i w druku, wybitny reżyser Leon Schiller (Poznań 1950, Warszawa 1951, 1953, Berlin 1953). Po politycznym przełomie 1956, ideologiczny teatr Moniuszki zmienił się w reprezentacyjny, odpowiedni dla otwieranych nowych teatrów i występów za granicą” – tak o tym wszystkim opowiadała Małgorzata Komorowska.

Po wykładzie, przenieśliśmy się do Teatru Zdrojowego na koncert „Niespodzianki z szafy Pana Moniuszki” z udziałem Małgorzaty Kneć-Ajdukiewicz (śpiew) i Ewy Pelweckiej (fortepian), który również poprowadziła Małgorzata Komorowska. „Kompozytor, kiedy osiedlił się w Wilnie i założył rodzinę, musiał z czegoś żyć. Prócz tego, że grał na organach w kościele pw. św. Jana, wydawał pieśni, które tworzył – układał w tzw. Śpiewnik domowy, ale pisał też i takie, które do niego nie trafiały.

Podczas pierwszej podróży do Petersburga, gdzie zorientował się, jak wygląda życie koncertowe w stolicy imperium, przypomniał sobie, że mógłby się tamtejszej publiczności spodobać duet, który zostawił w domu. Napisał, więc do żony list: [Nastrzęp Omka uszka i zbierz myśli w kubeł]. Co oznaczało: otwórz szafę w tym naszym dużym salonie i tam na dole w czerwonej teczce są pieśni, które mi przyślij przez kogoś, kto jedzie do Petersburga” – opowiada prof. Komorowska, zdradzając, jak zrodził się pomysł koncertu złożonego z pieśni, które są mniej znane i które siedziały w tej szafie.

„Z tej szafy już po śmierci Moniuszki, wdowa razem z oddanym uczniem kompozytora Władysławem Rzepką wydawali następne śpiewniki, ale moim zdaniem najważniejsze są te pierwsze, w sumie sześć, w których sam twórca zdecydował o ich zawartości” – powiedziała Małgorzata Komorowska. Wieczorem w Teatrze Zdrojowym grupa artystyczna Małe Instrumenty wystąpiła w wydarzeniu ,,Małe Instrumenty grają Chopina”.

Artyści koncentrują się na poszukiwaniach dźwiękowych w sferze profesjonalnych instrumentów o niewielkich rozmiarach, dźwiękowych zabawek. W 2008 roku na 29. Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wroclawiu zdobyli Grand Prix w nurcie Off za spektakl dźwiękowy „Elektrownia Dźwięku”.

Rok później wydali pierwszą płytę pt. ,,Antonisz” – jedenaście kompozycji pochodzących z filmów (powstałych w latach 1967-1987) Juliana Józefa Antonisza, jednego z najbardziej intrygujących reżyserów filmów animowanych. W tym samym roku nagrali ścieżkę dźwiękową do czytanego przez Jana Peszka audio­booka na podstawie opowiadania Wojciecha Widlaka „Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach”. W 2010 roku wyszła płyta – ,,Małe Instrumenty grają Chopina”, wydana wraz z książką „Fenomen Toy Piano”. Rok 2012 to limitowana edycja singla – 99 sztuk – „Moich 8 Słów”, wydana we Francji płyta „La Fabrique a Comptines” z udziałem francuskiej wokalistki Luce i album „Chemia i fizyka”.

Niepowtarzalną pozycją w dyskografii Małych Instrumentów jest „Katarynka” – katarantella non pasticcio w 19 częściach, na 63 katarynki i małe instrumenty – płyta została wydana w oryginalnej katarynce z dołączoną partyturą. ,,Samoróbka” z 2013 roku została zadedykowana własnoręcznie zbudowanym instrumentom muzycznym.

W skład wydawnictwa oprócz płyty weszła także książka Pawła Romańczuka na temat instrumentów zbudowanych w pracowni zespołu oraz podręcznik, dotyczący eksperymentowania z własnymi, nietypowymi muzycznymi konstrukcjami. ,,Kartacz”, wydana przez Bólt Records w 2013 roku, to inspirowany kulturą lat 60 i 70. hołd oddany polskiej kinematografii i muzyce eksperymentalnej. ,,Walce w Walce” (2015) to 13 walców skomponowanych przez Pawła Romańczuka oraz innych autorów (m.in. Jean-Marca Zelwera).

,,Gruppo di Construzione” (2017) to eksperymenty dźwiękowe, prowadzone w gronie około dwudziestu osób podczas otwartych warsztatów „Samoróbka”. ,,Tango” (2018) jest najdłużej – od 2014 roku – realizowanym projektem Małych Instrumentów. Wchodząca w skład wydawnictwa płyta winylowa jest przeznaczona do odtwarzania w tradycyjnym gramofonie, jednakże jej okładka może sama w sobie stać się tekturowym odtwarzaczem.

W skład zespołu pod kierownictwem muzycznym Pawła Romańczuka wchodzą Iwona Sztucka, Justyna Skoczek i Igor Gawlikowski. Muszę przyznać, że z dużą rezerwą szedłem na ten koncert, ale rozczarowałem się bardzo pozytywnie. Nie tylko była świetna muzyka, ale niezwykła pomysłowość w „doborze” instrumentów, jak również bardzo ciekawa i pouczająca narracja lidera zespołu Pawła Romańczuka. 

Sobotni deszcz nie oszczędził Korowodu Moniuszkowskiego z udziałem Marżonetek z Nachodu (Czechy), Młodzieżowej Orkiestry Dętej Szkoły Artystycznej z Hronova (Czechy) jak i samego Stanisława Moniuszki. Dawno nie było tak deszczowej pogody podczas kudowskiego festiwalu jak w tym roku. Koncert Kameralny w kościele pw. Św. Katarzyny poświęcony był pamięci wybitnego śpiewaka Tomasza Zagórskiego. Wystąpiła Magdalena Tokajuk a na organach grała Agnieszka Tarnawska. W programie  usłyszeliśmy utwory Stanisława Moniuszki, Gustawa Roguskiego, Feliksa Nowowiejskiego i Augusta Freyera. 

Festiwal zakończył koncert zatytułowany „Męskie śpiewanie” w świetnym wykonaniu Rafała Bartmińskiego i Dariusza Macheja przy akompaniamencie Emiliana Madeya. Dlaczego taki tytuł? Próbował odpowiedzieć na nie w wywiadzie udzielonym Izie Jóźwik Dariusz Machej – „O to należałoby zapytać organizatorów, bo to oni właśnie tak nazwali ten koncert.

Pewnie wywnioskowali, że skoro teksty są rzeczywiście bardzo mocne, można powiedzieć [żołnierskie], to są przeznaczone dla mężczyzny. Wiadomo, że gdyby kobieta zaśpiewała tekst [gdy świta na pełni, przywita mnie kita], brzmiałoby to pewnie co najmniej dziwnie. W pieśni Stary Kapral ewidentnie wypowiada się stary kapral idący na śmierć, w pieśni Galla [bo moje serce Cię kocha tak, boś Ty jest piękna niby kwiat], adresatem słów jest kobieta. Tak więc koncert złożony z pieśni o takich tekstach jest po prostu męski, jeśli można tak to nazwać. 

Nie słyszałem, żeby kobieta śpiewała [O matko moja, rodzona matko, na co mnie było pieścić dziecięciem] ta treść jest tak mocna, że automatycznie nasuwa się, że ma ją zaśpiewać mężczyzna. Jednak dziwnie bym się czuł, gdybym miał śpiewać Prząśniczkę. Wykonuję podczas recitali pieśń Znasz li ten kraj, to się tak kojarzy z wykonaniem tenorowym, że trudno nawet sobie to przetransponować na inne głosy. I tu dochodzimy do podziału [damsko-męskiego]. Pewne pieśni po prostu tradycyjnie kojarzą się z konkretnym wykonaniem.

To jest związane z nagraniami radiowymi, dzięki którym rozpowszechniły się znakomite wykonania, zapadły mi w pamięć na przykład pieśni Hiolskiego czy Kaprowskiego. Pieśni te były bardzo często emitowane na antenie radia i stąd później te skojarzenia, te [naleciałości słuchowe], że mamy wykonania w niższej lub w wyższej tonacji.

Wszystkie pieśni, które śpiewam podczas tego [męskiego] koncertu są w oryginalnych tonacjach, bez żadnych transpozycji. Nie ukrywam, że niektóre z nich są wysokie i trudne”. Wspominając z rozrzewnieniem tegoroczny Festiwal z niecierpliwością będziemy oczekiwali na przyszłoroczny, aby znowu spotkać się ze Stanisławem Moniuszką i jego muzyką.

Dziękując organizatorom tegorocznego Festiwalu – Stanisławowi Rybarczykowi, Grzegorzowi Jungowi, Piotrowi Borkowskiemu i Maciejowi Kieresowi, należy życzyć im dużo siły i determinacji w przygotowaniu 60. Jubileuszowego Międzynarodowego Festiwalu Moniuszkowskiego, aby był wyjątkowo uroczysty, pełen refleksji z przeszłości, z ciekawym programem i udziałem wybitnych artystów, sprawnie przeprowadzony organizacyjnie i trwał tyle dni ile dziesięcioleci liczy sobie Festiwal, czyli sześć. Należałoby też życzyć, aby organizatorzy uzyskali duże wsparcie od lokalnych i centralnych władz, bo przecież jest to jeden z najstarszych i najważniejszych festiwali muzycznych w Polsce, ale wyjątkowy bo dedykowany i upamiętniający Ojca Opery Narodowej – Stanisława  Moniuszkę.

Źródło recenzji: MAESTRO.net.pl

Autor recenzji: Juliusz Multarzyński

Data publikacji: 06 listopada 2021 roku